niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 4: "Mamo co ty tu robisz?..."

 Wstałam z ławki i wróciłam do domu. Szłam powoli nie zwracając na nic szczególniejszej uwagi, ale jednak moją uwagę przyciągnęły dwa światła w charakterystyczne kolorze niebieskim i czerwonym. W mojej głowie zapaliły się światła ostrzegawcze, poczułam, że to może być znów moja wina. Przyśpieszyłam kroku, przy moim domu stały aż trzy radiowozy. Podeszłam do pierwszego napotkanego policjanta. Był to nie wysoki, łysy pan z długą brodą.
-Przepraszam pana czy mogę o coś spytać?-Spytałam z grzecznością.
Policjant odwrócił się w moją stronę, zmierzył mnie wzrokiem i powiedział.
-Mów śmiało-miał taki męski głośny głos-nie martw się nie ugryzę cię.
-Co tu się stało?-zaniepokoiłam się ty co morze mi odpowiedzieć policjant- Nie było mnie w domu przez chyba godzinę.
-Mieszkasz tu?-Spytał mnie spokojnym głosem.
-Tak wyszłam tylko, żeby się spotkać z ...- Nie zdążyłam dokończyć, przerwał mi policjant.
-Spytałem tylko czy tu mieszkasz?
-Tak-odpowiedziałam twierdząco.
-Tyle mi wystarczy.
-Powie mi pan gdzie są moi rodzice?-czułam, że mogło się im stać coś złego.
-Twoi rodzice są w szpitalu...-teraz to ja mu przerwałam.
-Jak to w szpitalu, co się stało, czy nic im nie jest, w którym szpitalu?
Zaczęłam zasypywać go pytaniami, z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Czułam tylko jak ktoś próbuje mnie uspokoić. Usłyszałam znajomy mi głos, który był chyba skierowany do mnie. Podniosłam wzrok w górę zobaczyłam moją mamę ledwo stojącą na nogach.
-Mamo co ty tu robisz?-zapytałam zaciekawiona-Nie jesteś w szpitalu?
-O mnie się nie martw, nic mi nie jest. Lepiej martw się o tatę...-Mart się o tatę co to ma znaczyć-...twój tata jest w szpitalu ma połamane żebra i uszkodzoną czaszkę.
-Nie chcę więcej słuchać lepiej nie stójmy tak jedźmy do tego szpitala!!! Co się tak patrzycie nie macie lepszego zajęcia???-nie mogłam opanować emocji czułam jak mi ręce się telepią.
Podszedł do mnie jakiś pan chyba chciał mnie uspokoić. Nie wytrzymałam już emocjonalnie i chciałam się na czymś wyżyć, odwróciłam się i odruchowo dałam nieznajomemu w twarz.
-Przepraszam, nie chciałam.-próbowałam się jakoś uspokoić i zaczęłam płakać.
-Nic się nie stało. Przyzwyczaiłem się, ponieważ jestem psychologiem. Widzę, że jesteś bardzo roztrzęsiona, może porozmawiamy???
-Może, ale na pewno nie teraz, nie mam czasu na razie.-odwróciłam się w stronę mamy-Jedźmy już do tego szpitala.
-Może was podwieść?-wtrącił się nieznajomy psycholog. Miał minę jakby mu na tym bardzo zależało.
-Z chęcią skorzystamy-odparła moja mama z uśmiechem na twarzy.
-To zapraszam-wskazał ręką na małego Mini Coopera. Ucieszyłam się, bo to moja ulubiona arka samochody. Samochód był cały czerwony z czarno-białą szachownicą na dachu. Pan okazał się dżentelmenem i otworzył mi drzwi. Ja usiadłam z tyłu na fotelu pokrytym miękkim szarym futerkiem, moja mama usiadła z przodu, żeby móc robić za nawigację i, żebyśmy się nie zgubiły.
-Możemy ruszać?-uśmiechnął się do nas kierowca.
-Jasne, że tak-odparłyśmy razem z mamą.
-Jeśli już razem jedziemy to może się lepiej poznamy. Ja jestem Ben Black, a wy jak się nazywacie???
-Ja jestem Bella Steward, a to moja córka...
-Katie Steward miło mi pana poznać.
-Wiesz, że nie ładnie jest się komuś wtrącać jak coś mówi.
-Trudno.
Nie przejęłam się tym co powiedziała moja mama. Byłam już tak zmęczona, że postanowiłam się przespać. Położyłam się na tylnich siedzeniach i zasnęłam.
-Kochanie wstawaj-usłyszałam cichy głos mojej mamy i poczułam jak próbuje mnie obudzić.
-Już dojechaliśmy???-spytałam ze zdziwieniem.
-Tak już jesteśmy na miejscu.
-Wstawaj śpioszku, muszę jechać do domu-odezwał się pan Ben.
-Już wstaję.
Wysiadłam z samochodu i powolnym krokiem zaczęłam iść do szpitala, ale zatrzymał mnie głos wołający do mnie.
-Nawet nie podziękujesz?-to była moja mama.
-Dziękuję panu bardzo.-nie miałam już na nic ochoty.
-Czekaj jeszcze chwilkę.
Podbiegł do mnie pan Ben i podał mi jakąś kartkę.
-To jest moja wizytówka w razie potrzeby psychicznej dzwoń.
-Dobrze chętnie skorzystam.-zauważyłam wielki uśmiech na jego twarzy-przeprasza, ale muszę już iść. Do widzenia, może.
-Do zobaczenia i dobrej nocy.
Odwróciłam się i poszłam dalej. Weszłam do szpitala, nigdy tam nie byłam i czułam się nieswojo. Podeszłam szybko do informacji, zwróciłam się do pierwszej napotkanej pielęgniarki.
-Przepraszam gdzie znajdę Max Stewarda???
-Pierwsze piętro, pierwsze drzwi po lewej.
-Dziękuję do widzenia.
Rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam windę, a obok niej schody. Stwierdziłam, że nie opłaca się jechać windą na pierwsze piętro. Weszłam po schodach i weszłam do pierwszej sali po lewej stronie. Zauważyłam mojego tatę leżącego na łóżku z podłączoną kroplówką. Podeszłam spokojnie do niego, usiadłam na niebieskim plastikowym krześle.
-Tato słyszysz mnie???
-Kim jesteś???
-To ja twoja córka Katie.
-Przecież ja nie mam córki.
-Nie pamiętasz mnie???
-Ja wszystko dobrze pamiętam, ale nie pamiętam, żebym miał córkę.
Poczułam jak mój świat się załamuje. Usidłam na pustym łóżku stojącym obok i zaczęłam płakać. Pomyślałam czemu tylko mnie spotykają takie przykrości.