czwartek, 25 października 2012

Rozdział 3: " A cieszzysz się wg???"

Obudziłam się rano, zdziwił mnie fakt, że spałam w sukience i że nikogo nie ma. Usiadłam na łóżku i zaczęłam sobie przypominać co się wczoraj wydarzyło.
- No więc tak.
- Była tu policja,
- Rodzice są na imprezie i jeszcze nie wrócili
- Otwierałam prezenty z przyjaciółmi,
- Przyjaciele zostali u mnie na noc.
To chyba wszystko, bo później byłam tak zmęczona, że nic a nic nie pamiętam. Jak wsałam to moja uwagę przykuł list i koperta na stole. Podeszłam szybko do stołu chwyciłam list do ręki i zaczęłam czytać:
„Droga Alice
Przepraszam, że mnie przy tobie nie ma, ale moja mama zadzwoniła od razu jak zasnęłaś. Prosiła, żebym przyszedł do domu, więc najmocniej przepraszam. W kopercie, którą zaraz otworzysz jest prezent ode mnie, wszystkiego najlepszego.
Kocham cię Colin”
To było słodkie. Od razu wzięłam do ręki kopertę i ją otworzyłam. Momentalnie zaczęłam piszczeć. Były tam trzy bilety na koncert JB w Londynie, rezerwacja w trzy-gwiazdkowym hotelu oraz bilety na samolot w dwie strony. Chciałam się pochwalić mamie, ale jeszcze jej nie było. Nagle mnie olśniło „muszę mu podziękować”. Zaczęłam się szybko ubierać, założyłam to co miałam pod ręką. Zostałam w sukience tylko założyłam baseballówkę. Jak już miałam wychodzić, skontaktowałam, że jestem w kapciach. Wróciłam się, żeby przebrać buty. Ogarnęłam się i pobiegłam prosto do domu Colina. Zapukałam trzy razy jak zwykle. Drzwi otworzyła jego mama.
-Dzień dobry, jest Colin ? - zapytałam z przekonaniem, że chłopak jest w domu.
-Nie ma jest w skate parku.
-Dobrze, dziękuję, do widzenia.
Chciałam go jak najszybciej zobaczyć, ale brakło mi tchu i szłam wolniej. Jak już doszłam do skate parku zobaczyłam Colina jak siedzi na ławce. Znalazłam jeszcze trochę sił, żeby do niego podbiec. Od razu rzuciłam się mu na szyję.
- Ej, spokojnie! Co się stało?
- Otworzyłam kopertę i mało nie zemdlałam!
- A patrzyłaś kiedy lecimy?
- Nie, ale zaraz sprawdzę! - wyciągnęłam z kieszeni kopertę a z niej bilet - Że co w sobotę o 20.00, to przecież za tydzień.
- Niespodzianka!
Ale ja się nie wyrobię. Jeszcze ci przypomnę, że mieszkamy w Amsterdamie, a koncert jest w Londynie.
- No i co z tego?
- Ja nie polecę bo się boję.
- Mamy jeszcze do wyboru malucha mojej mamy.
- W ostateczności możemy pójść na kompromis.
- A cieszysz się wg?
- Co za tendencyjne pytanie, no jasne, że tak głuptasie.
- To dobrze.- Uśmiechnął się do mnie chłopak.
- A ie dni tam będziemy?
- Dwa tygodnie.
- Oszalałeś?
- Nie, wcale.
- A po co tak długo skoro koncert trwa tylko jeden dzień?
- Ty z nim spędzisz pierwszy tydzień, a drugi jest dla nas.
- OMG! - zaczęłam piszczeć - To coś cudownego. Zaczynam kochać cię jeszcze bardziej!

 

wtorek, 9 października 2012

Rozdział 2: " Rozległo się głośne... "

Zobaczyłam w drzwiach niewielką gromadkę znajomych mi ludzi z górą prezentów.
- Zapraszam do środka. Chodźcie na górę.
Po chwili usłyszałam głos mojej mamy.
- Córciu my jedziemy zawieść Daniele do babci wrócimy za 2 godziny.
- Dobra idźcie już pa pa.
Pobiegłam do kuchni przygotować talerze i kieliszki. Wyciągnęłam wielkiego tora z lodówki, oraz szampana, o którego zrobiłam awanturę.
- Chodźcie wszyscy do kuchni!
- Po chwili było słychać wielkie przepychanki na schodach
 - Przesuń się!!
- Byłem pierwszy!
- Nie, bo ja!
- Ale bez krzyków chłopcy.
Rozdałam wszystkim po kieliszku z szampanem i kawałku tortu. Zaśpiewali mi „sto lat” i złożyli życzenia po kolei. Dostałam na koniec od każdego po całusie.
- Chyba czas zacząć imprezę!
- To niech ktoś włączy radio.
- Mamy tylko godzinę, żeby się zabawić!
- Tylko nie przesadzajcie!
Jak się zaczęła impreza nie wiedziałam co się w ogóle dzieje. Poczułam jedynie na sobie oddech Colina. Odwróciłam się do niego, poczułam jak zaczyna mnie całować. Poczułam się swobodnie i przyjemnie. Moją chwilę rokoszy przerwały tylko głośne syreny policyjne. Były tak głośne jakby stały tuż pod naszym domem. Nie myliłam się. Wszyscy moi goście zaczęli uciekać oprócz Colina i Louise. Rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Policja, proszę otworzyć!
 - Proszę poczekać chwileczkę.
Nie wiedziałam co mam teraz robić. Chodziło mi po głowie pełno myśli np.: „co jak rodzice się dowiedzą?” lub „fajnych mam przyjaciół” itd.
Podeszłam do okna i jeszcze bardziej się wystraszyłam się jeszcze bardziej, bo z policją rozmawiali moi rodzice.
- Co się stało panie władzo? - spytałam ze strachem w oczach - Czy to coś poważnego?
- Już twoi rodzice nam wszystko wyjaśnili.
A ty do domu młoda damo-krzyknął tato.
- Już idę. - powiedziałam niechętnie.
Weszłam do domu i stanęłam jak wryta.
- Jaki tu burdel, trzeba tu szybko posprzątać. - Wszędzie był popiół po papierosach, rozbite butelki po piwie i szampanie. - To jakiś skandal!
- Pomorzem tobie jak chcesz?
- Chociaż na was mogę liczyć. Chodźcie tu - przytuliłam ich mocno i nie chciałam puścić.
- Ej przecież mieliśmy sprzątać.
- No to szybko.
Na szczęście zdążyliśmy posprzątać zanim moi rodzice przyszli.
- Co to ma znaczyć? Masz nam coś do powiedzenia?
- Nie wiem o co wam chodzi?
- O co nam chodzi? Czemu sąsiedzi musieli wezwać policję?
- No co urządziliśmy sobie małą imprezkę.
- Jeśli to była mała imprezka to ja jestem święta.
- Ojeju o wszystko macie pretensje. Nie chce mi się z wami gadać, spadam stąd. Chodźcie idziemy na górę, do mnie do pokoju.
- Alice jeszcze jedno, idziemy z przyjaciółmi na imprezę z przyjaciółmi. Tylko, żeby nikt już nie musiał wzywać policji!
- Dobra idźcie już! - skierowałam się do przyjaciół - Dobrze że wychodzą.
- Może rozpakujemy twoje prezenty? - zaproponowała Louise.
- Dobra, ale ja otwieram.
- Spoko.
Zaczęliśmy przenosić prezenty do mnie do pokoju. Wzięłam do ręki pięknie zapakowany w papier z kotkiem, skromny prezent. Otworzyłam go i... zaczęłam krzyczeć.
- Bandamki, wszystkie kolory, ale super!
Ucieszyło mnie to, bo kocham bandamki. Zawsze chciałam je mieć, ale nie miałam pieniędzy. Otwierałam wszystkie prezenty po kolei, dostałam min.
  • Baseballówkę (czarno-białą)
  • Naszyjnik z sową
  • Czapkę skateówkę (niebieską)
  • i parę innych mniej ważnych rzeczy.
- My musimy już iść.
- Nie możecie zostać na noc???
- W sumie to nie jest taki zły pomysł.