Zobaczyłam w drzwiach niewielką
gromadkę znajomych mi ludzi z górą prezentów.
- Zapraszam do środka. Chodźcie na
górę.
Po chwili usłyszałam głos mojej mamy.
- Córciu my jedziemy zawieść
Daniele do babci wrócimy za 2 godziny.
- Dobra idźcie już pa pa.
Pobiegłam do kuchni przygotować
talerze i kieliszki. Wyciągnęłam wielkiego tora z lodówki, oraz
szampana, o którego zrobiłam awanturę.
- Chodźcie wszyscy do kuchni!
- Po chwili było słychać wielkie przepychanki na schodach- Przesuń się!!
- Byłem pierwszy!
- Nie, bo ja!
- Ale bez krzyków chłopcy.
Rozdałam wszystkim po kieliszku z
szampanem i kawałku tortu. Zaśpiewali mi „sto lat” i złożyli
życzenia po kolei. Dostałam na koniec od każdego po całusie.
- Chyba czas zacząć imprezę!
- To niech ktoś włączy radio.- Mamy tylko godzinę, żeby się zabawić!
- Tylko nie przesadzajcie!
Jak się zaczęła impreza nie wiedziałam
co się w ogóle dzieje. Poczułam jedynie na sobie oddech Colina.
Odwróciłam się do niego, poczułam jak zaczyna mnie całować. Poczułam się swobodnie i przyjemnie. Moją chwilę rokoszy
przerwały tylko głośne syreny policyjne. Były tak głośne jakby
stały tuż pod naszym domem. Nie myliłam się. Wszyscy moi goście zaczęli uciekać oprócz Colina i Louise. Rozległo się głośne
pukanie do drzwi.
- Policja, proszę otworzyć!
- Proszę poczekać chwileczkę.
Nie wiedziałam co mam teraz robić.
Chodziło mi po głowie pełno myśli np.: „co jak rodzice się
dowiedzą?” lub „fajnych mam przyjaciół” itd.
Podeszłam do okna i jeszcze bardziej się wystraszyłam
się jeszcze bardziej, bo z policją rozmawiali moi rodzice.
- Co się stało panie
władzo? - spytałam ze strachem w oczach - Czy to coś poważnego?
- Już twoi rodzice nam wszystko wyjaśnili.
A ty do domu młoda damo-krzyknął tato.
- Już idę. - powiedziałam niechętnie.
Weszłam do domu i stanęłam jak wryta.
- Jaki tu burdel, trzeba tu szybko posprzątać. - Wszędzie był popiół po papierosach, rozbite butelki po piwie i szampanie. - To jakiś skandal!
- Pomorzem tobie jak chcesz?
- Chociaż na was mogę liczyć. Chodźcie tu - przytuliłam ich mocno i nie chciałam puścić.
- Ej przecież mieliśmy sprzątać.
- No to szybko.
Na szczęście zdążyliśmy posprzątać zanim moi rodzice przyszli.
- Co to ma znaczyć? Masz nam coś do powiedzenia?
- Nie wiem o co wam chodzi?
- O co nam chodzi? Czemu sąsiedzi musieli wezwać policję?
- No co urządziliśmy sobie małą imprezkę.
- Jeśli to była mała imprezka to ja jestem święta.
- Ojeju o wszystko macie pretensje. Nie chce mi się z wami gadać, spadam stąd. Chodźcie idziemy na górę, do mnie do pokoju.
- Alice jeszcze jedno, idziemy z przyjaciółmi na imprezę z przyjaciółmi. Tylko, żeby nikt już nie musiał wzywać policji!
- Dobra idźcie już! - skierowałam się do przyjaciół - Dobrze że wychodzą.
- Może rozpakujemy twoje prezenty? - zaproponowała Louise.
- Dobra, ale ja otwieram.
- Spoko.
Zaczęliśmy przenosić prezenty do mnie do pokoju. Wzięłam do ręki pięknie zapakowany w papier z kotkiem, skromny prezent. Otworzyłam go i... zaczęłam krzyczeć.
- Bandamki, wszystkie kolory, ale super!
Ucieszyło mnie to, bo kocham bandamki. Zawsze chciałam je mieć, ale nie miałam pieniędzy. Otwierałam wszystkie prezenty po kolei, dostałam min.
- Jaki tu burdel, trzeba tu szybko posprzątać. - Wszędzie był popiół po papierosach, rozbite butelki po piwie i szampanie. - To jakiś skandal!
- Pomorzem tobie jak chcesz?
- Chociaż na was mogę liczyć. Chodźcie tu - przytuliłam ich mocno i nie chciałam puścić.
- Ej przecież mieliśmy sprzątać.
- No to szybko.
Na szczęście zdążyliśmy posprzątać zanim moi rodzice przyszli.
- Co to ma znaczyć? Masz nam coś do powiedzenia?
- Nie wiem o co wam chodzi?
- O co nam chodzi? Czemu sąsiedzi musieli wezwać policję?
- No co urządziliśmy sobie małą imprezkę.
- Jeśli to była mała imprezka to ja jestem święta.
- Ojeju o wszystko macie pretensje. Nie chce mi się z wami gadać, spadam stąd. Chodźcie idziemy na górę, do mnie do pokoju.
- Alice jeszcze jedno, idziemy z przyjaciółmi na imprezę z przyjaciółmi. Tylko, żeby nikt już nie musiał wzywać policji!
- Dobra idźcie już! - skierowałam się do przyjaciół - Dobrze że wychodzą.
- Może rozpakujemy twoje prezenty? - zaproponowała Louise.
- Dobra, ale ja otwieram.
- Spoko.
Zaczęliśmy przenosić prezenty do mnie do pokoju. Wzięłam do ręki pięknie zapakowany w papier z kotkiem, skromny prezent. Otworzyłam go i... zaczęłam krzyczeć.
- Bandamki, wszystkie kolory, ale super!
Ucieszyło mnie to, bo kocham bandamki. Zawsze chciałam je mieć, ale nie miałam pieniędzy. Otwierałam wszystkie prezenty po kolei, dostałam min.
- Baseballówkę (czarno-białą)
- Naszyjnik z sową
- Czapkę skateówkę (niebieską)
- i parę innych mniej ważnych rzeczy.
- Nie możecie zostać na noc???
- W sumie to nie jest taki zły pomysł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz