Obudziłam się rano, zdziwił mnie
fakt, że spałam w sukience i że nikogo nie ma. Usiadłam na łóżku
i zaczęłam sobie przypominać co się wczoraj wydarzyło.
- No więc tak.
- Była tu policja,
- Rodzice są na imprezie i jeszcze
nie wrócili
- Otwierałam prezenty z
przyjaciółmi,
- Przyjaciele zostali u mnie na noc.
To chyba wszystko, bo później byłam
tak zmęczona, że nic a nic nie pamiętam. Jak wsałam to moja uwagę przykuł list i koperta na stole. Podeszłam szybko do stołu
chwyciłam list do ręki i zaczęłam czytać:
„Droga Alice
Przepraszam, że mnie przy
tobie nie ma, ale moja mama zadzwoniła od razu jak zasnęłaś.
Prosiła, żebym przyszedł do domu, więc najmocniej przepraszam. W
kopercie, którą zaraz otworzysz jest prezent ode mnie, wszystkiego
najlepszego.
Kocham cię Colin”
To było słodkie. Od razu
wzięłam do ręki kopertę i ją otworzyłam. Momentalnie zaczęłam
piszczeć. Były tam trzy bilety na koncert JB w Londynie, rezerwacja
w trzy-gwiazdkowym hotelu oraz bilety na samolot w dwie strony.
Chciałam się pochwalić mamie, ale jeszcze jej nie było. Nagle mnie
olśniło „muszę mu podziękować”. Zaczęłam się szybko
ubierać, założyłam to co miałam pod ręką. Zostałam w sukience
tylko założyłam baseballówkę. Jak już miałam wychodzić,
skontaktowałam, że jestem w kapciach. Wróciłam się, żeby
przebrać buty. Ogarnęłam się i pobiegłam prosto do domu Colina.
Zapukałam trzy razy jak zwykle. Drzwi otworzyła jego mama.
-Dzień
dobry, jest Colin ? - zapytałam z przekonaniem, że chłopak jest w
domu.
-Nie
ma jest w skate parku.
-Dobrze,
dziękuję, do widzenia.
Chciałam
go jak najszybciej zobaczyć, ale brakło mi tchu i szłam wolniej.
Jak już doszłam do skate parku zobaczyłam Colina jak siedzi na ławce. Znalazłam jeszcze trochę sił, żeby do niego podbiec. Od
razu rzuciłam się mu na szyję.
- Ej,
spokojnie! Co się stało?
- Otworzyłam
kopertę i mało nie zemdlałam!
- A
patrzyłaś kiedy lecimy?
- Nie,
ale zaraz sprawdzę! - wyciągnęłam z kieszeni kopertę a z niej
bilet - Że co w sobotę o 20.00, to przecież za tydzień.
- Niespodzianka!
Ale ja
się nie wyrobię. Jeszcze ci przypomnę, że mieszkamy w
Amsterdamie, a koncert jest w Londynie.
- No i
co z tego?
- Ja
nie polecę bo się boję.
- Mamy
jeszcze do wyboru malucha mojej mamy.
- W
ostateczności możemy pójść na kompromis.
- A
cieszysz się wg?
- Co za
tendencyjne pytanie, no jasne, że tak głuptasie.
- To
dobrze.- Uśmiechnął się do mnie chłopak.
- A ie
dni tam będziemy?
- Dwa
tygodnie.
- Oszalałeś?
- Nie,
wcale.
- A po
co tak długo skoro koncert trwa tylko jeden dzień?
- Ty z
nim spędzisz pierwszy tydzień, a drugi jest dla nas.
- OMG! - zaczęłam
piszczeć - To coś cudownego. Zaczynam kochać cię jeszcze
bardziej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz