(...) Czemu los musi być taki okrutny???
wtorek, 18 grudnia 2012
sobota, 17 listopada 2012
Przepraszam ;D
Przepraszam jeśli w najbliższym czasie nic nie dodam ale przechodzę małe załamanie. Mam nadzieję, że to uszanujecie. Jeśli coś dodam to postaram się, żeby to było super. Trzymajcie kciuki. A i jeszcze coś jeśli przeczytaliście nowy rozdział to nie wstydźcie się dodać komentarza z opinią na następny raz się poprawię.
niedziela, 11 listopada 2012
Rozdział 4: "Mamo co ty tu robisz?..."
-Przepraszam pana czy mogę o coś spytać?-Spytałam z grzecznością.
Policjant odwrócił się w moją stronę, zmierzył mnie wzrokiem i powiedział.
-Mów śmiało-miał taki męski głośny głos-nie martw się nie ugryzę cię.
-Co tu się stało?-zaniepokoiłam się ty co morze mi odpowiedzieć policjant- Nie było mnie w domu przez chyba godzinę.
-Mieszkasz tu?-Spytał mnie spokojnym głosem.
-Tak wyszłam tylko, żeby się spotkać z ...- Nie zdążyłam dokończyć, przerwał mi policjant.
-Spytałem tylko czy tu mieszkasz?
-Tak-odpowiedziałam twierdząco.
-Tyle mi wystarczy.
-Powie mi pan gdzie są moi rodzice?-czułam, że mogło się im stać coś złego.
-Twoi rodzice są w szpitalu...-teraz to ja mu przerwałam.
-Jak to w szpitalu, co się stało, czy nic im nie jest, w którym szpitalu?
Zaczęłam zasypywać go pytaniami, z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Czułam tylko jak ktoś próbuje mnie uspokoić. Usłyszałam znajomy mi głos, który był chyba skierowany do mnie. Podniosłam wzrok w górę zobaczyłam moją mamę ledwo stojącą na nogach.
-Mamo co ty tu robisz?-zapytałam zaciekawiona-Nie jesteś w szpitalu?
-O mnie się nie martw, nic mi nie jest. Lepiej martw się o tatę...-Mart się o tatę co to ma znaczyć-...twój tata jest w szpitalu ma połamane żebra i uszkodzoną czaszkę.
-Nie chcę więcej słuchać lepiej nie stójmy tak jedźmy do tego szpitala!!! Co się tak patrzycie nie macie lepszego zajęcia???-nie mogłam opanować emocji czułam jak mi ręce się telepią.
Podszedł do mnie jakiś pan chyba chciał mnie uspokoić. Nie wytrzymałam już emocjonalnie i chciałam się na czymś wyżyć, odwróciłam się i odruchowo dałam nieznajomemu w twarz.
-Przepraszam, nie chciałam.-próbowałam się jakoś uspokoić i zaczęłam płakać.
-Nic się nie stało. Przyzwyczaiłem się, ponieważ jestem psychologiem. Widzę, że jesteś bardzo roztrzęsiona, może porozmawiamy???
-Może, ale na pewno nie teraz, nie mam czasu na razie.-odwróciłam się w stronę mamy-Jedźmy już do tego szpitala.
-Może was podwieść?-wtrącił się nieznajomy psycholog. Miał minę jakby mu na tym bardzo zależało.
-Z chęcią skorzystamy-odparła moja mama z uśmiechem na twarzy.
-To zapraszam-wskazał ręką na małego Mini Coopera. Ucieszyłam się, bo to moja ulubiona arka samochody. Samochód był cały czerwony z czarno-białą szachownicą na dachu. Pan okazał się dżentelmenem i otworzył mi drzwi. Ja usiadłam z tyłu na fotelu pokrytym miękkim szarym futerkiem, moja mama usiadła z przodu, żeby móc robić za nawigację i, żebyśmy się nie zgubiły.
-Możemy ruszać?-uśmiechnął się do nas kierowca.
-Jasne, że tak-odparłyśmy razem z mamą.
-Jeśli już razem jedziemy to może się lepiej poznamy. Ja jestem Ben Black, a wy jak się nazywacie???
-Ja jestem Bella Steward, a to moja córka...
-Katie Steward miło mi pana poznać.
-Wiesz, że nie ładnie jest się komuś wtrącać jak coś mówi.
-Trudno.
Nie przejęłam się tym co powiedziała moja mama. Byłam już tak zmęczona, że postanowiłam się przespać. Położyłam się na tylnich siedzeniach i zasnęłam.
-Kochanie wstawaj-usłyszałam cichy głos mojej mamy i poczułam jak próbuje mnie obudzić.
-Już dojechaliśmy???-spytałam ze zdziwieniem.
-Tak już jesteśmy na miejscu.
-Wstawaj śpioszku, muszę jechać do domu-odezwał się pan Ben.
-Już wstaję.
Wysiadłam z samochodu i powolnym krokiem zaczęłam iść do szpitala, ale zatrzymał mnie głos wołający do mnie.
-Nawet nie podziękujesz?-to była moja mama.
-Dziękuję panu bardzo.-nie miałam już na nic ochoty.
-Czekaj jeszcze chwilkę.
Podbiegł do mnie pan Ben i podał mi jakąś kartkę.
-To jest moja wizytówka w razie potrzeby psychicznej dzwoń.
-Dobrze chętnie skorzystam.-zauważyłam wielki uśmiech na jego twarzy-przeprasza, ale muszę już iść. Do widzenia, może.
-Do zobaczenia i dobrej nocy.
Odwróciłam się i poszłam dalej. Weszłam do szpitala, nigdy tam nie byłam i czułam się nieswojo. Podeszłam szybko do informacji, zwróciłam się do pierwszej napotkanej pielęgniarki.
-Przepraszam gdzie znajdę Max Stewarda???
-Pierwsze piętro, pierwsze drzwi po lewej.
-Dziękuję do widzenia.
Rozglądnęłam się dookoła i zauważyłam windę, a obok niej schody. Stwierdziłam, że nie opłaca się jechać windą na pierwsze piętro. Weszłam po schodach i weszłam do pierwszej sali po lewej stronie. Zauważyłam mojego tatę leżącego na łóżku z podłączoną kroplówką. Podeszłam spokojnie do niego, usiadłam na niebieskim plastikowym krześle.
-Tato słyszysz mnie???
-Kim jesteś???
-To ja twoja córka Katie.
-Przecież ja nie mam córki.
-Nie pamiętasz mnie???
-Ja wszystko dobrze pamiętam, ale nie pamiętam, żebym miał córkę.
Poczułam jak mój świat się załamuje. Usidłam na pustym łóżku stojącym obok i zaczęłam płakać. Pomyślałam czemu tylko mnie spotykają takie przykrości.
czwartek, 25 października 2012
Rozdział 3: " A cieszzysz się wg???"
Obudziłam się rano, zdziwił mnie
fakt, że spałam w sukience i że nikogo nie ma. Usiadłam na łóżku
i zaczęłam sobie przypominać co się wczoraj wydarzyło.
- No więc tak.
- Była tu policja,
- Rodzice są na imprezie i jeszcze
nie wrócili
- Otwierałam prezenty z
przyjaciółmi,
- Przyjaciele zostali u mnie na noc.
To chyba wszystko, bo później byłam
tak zmęczona, że nic a nic nie pamiętam. Jak wsałam to moja uwagę przykuł list i koperta na stole. Podeszłam szybko do stołu
chwyciłam list do ręki i zaczęłam czytać:
„Droga Alice
Przepraszam, że mnie przy
tobie nie ma, ale moja mama zadzwoniła od razu jak zasnęłaś.
Prosiła, żebym przyszedł do domu, więc najmocniej przepraszam. W
kopercie, którą zaraz otworzysz jest prezent ode mnie, wszystkiego
najlepszego.
Kocham cię Colin”
To było słodkie. Od razu
wzięłam do ręki kopertę i ją otworzyłam. Momentalnie zaczęłam
piszczeć. Były tam trzy bilety na koncert JB w Londynie, rezerwacja
w trzy-gwiazdkowym hotelu oraz bilety na samolot w dwie strony.
Chciałam się pochwalić mamie, ale jeszcze jej nie było. Nagle mnie
olśniło „muszę mu podziękować”. Zaczęłam się szybko
ubierać, założyłam to co miałam pod ręką. Zostałam w sukience
tylko założyłam baseballówkę. Jak już miałam wychodzić,
skontaktowałam, że jestem w kapciach. Wróciłam się, żeby
przebrać buty. Ogarnęłam się i pobiegłam prosto do domu Colina.
Zapukałam trzy razy jak zwykle. Drzwi otworzyła jego mama.
-Dzień
dobry, jest Colin ? - zapytałam z przekonaniem, że chłopak jest w
domu.
-Nie
ma jest w skate parku.
-Dobrze,
dziękuję, do widzenia.
Chciałam
go jak najszybciej zobaczyć, ale brakło mi tchu i szłam wolniej.
Jak już doszłam do skate parku zobaczyłam Colina jak siedzi na ławce. Znalazłam jeszcze trochę sił, żeby do niego podbiec. Od
razu rzuciłam się mu na szyję.
- Ej,
spokojnie! Co się stało?
- Otworzyłam
kopertę i mało nie zemdlałam!
- A
patrzyłaś kiedy lecimy?
- Nie,
ale zaraz sprawdzę! - wyciągnęłam z kieszeni kopertę a z niej
bilet - Że co w sobotę o 20.00, to przecież za tydzień.
- Niespodzianka!
Ale ja
się nie wyrobię. Jeszcze ci przypomnę, że mieszkamy w
Amsterdamie, a koncert jest w Londynie.
- No i
co z tego?
- Ja
nie polecę bo się boję.
- Mamy
jeszcze do wyboru malucha mojej mamy.
- W
ostateczności możemy pójść na kompromis.
- A
cieszysz się wg?
- Co za
tendencyjne pytanie, no jasne, że tak głuptasie.
- To
dobrze.- Uśmiechnął się do mnie chłopak.
- A ie
dni tam będziemy?
- Dwa
tygodnie.
- Oszalałeś?
- Nie,
wcale.
- A po
co tak długo skoro koncert trwa tylko jeden dzień?
- Ty z
nim spędzisz pierwszy tydzień, a drugi jest dla nas.
- OMG! - zaczęłam
piszczeć - To coś cudownego. Zaczynam kochać cię jeszcze
bardziej!
wtorek, 9 października 2012
Rozdział 2: " Rozległo się głośne... "
Zobaczyłam w drzwiach niewielką
gromadkę znajomych mi ludzi z górą prezentów.
- Zapraszam do środka. Chodźcie na
górę.
Po chwili usłyszałam głos mojej mamy.
- Córciu my jedziemy zawieść
Daniele do babci wrócimy za 2 godziny.
- Dobra idźcie już pa pa.
Pobiegłam do kuchni przygotować
talerze i kieliszki. Wyciągnęłam wielkiego tora z lodówki, oraz
szampana, o którego zrobiłam awanturę.
- Chodźcie wszyscy do kuchni!
- Po chwili było słychać wielkie przepychanki na schodach- Przesuń się!!
- Byłem pierwszy!
- Nie, bo ja!
- Ale bez krzyków chłopcy.
Rozdałam wszystkim po kieliszku z
szampanem i kawałku tortu. Zaśpiewali mi „sto lat” i złożyli
życzenia po kolei. Dostałam na koniec od każdego po całusie.
- Chyba czas zacząć imprezę!
- To niech ktoś włączy radio.- Mamy tylko godzinę, żeby się zabawić!
- Tylko nie przesadzajcie!
Jak się zaczęła impreza nie wiedziałam
co się w ogóle dzieje. Poczułam jedynie na sobie oddech Colina.
Odwróciłam się do niego, poczułam jak zaczyna mnie całować. Poczułam się swobodnie i przyjemnie. Moją chwilę rokoszy
przerwały tylko głośne syreny policyjne. Były tak głośne jakby
stały tuż pod naszym domem. Nie myliłam się. Wszyscy moi goście zaczęli uciekać oprócz Colina i Louise. Rozległo się głośne
pukanie do drzwi.
- Policja, proszę otworzyć!
- Proszę poczekać chwileczkę.
Nie wiedziałam co mam teraz robić.
Chodziło mi po głowie pełno myśli np.: „co jak rodzice się
dowiedzą?” lub „fajnych mam przyjaciół” itd.
Podeszłam do okna i jeszcze bardziej się wystraszyłam
się jeszcze bardziej, bo z policją rozmawiali moi rodzice.
- Co się stało panie
władzo? - spytałam ze strachem w oczach - Czy to coś poważnego?
- Już twoi rodzice nam wszystko wyjaśnili.
A ty do domu młoda damo-krzyknął tato.
- Już idę. - powiedziałam niechętnie.
Weszłam do domu i stanęłam jak wryta.
- Jaki tu burdel, trzeba tu szybko posprzątać. - Wszędzie był popiół po papierosach, rozbite butelki po piwie i szampanie. - To jakiś skandal!
- Pomorzem tobie jak chcesz?
- Chociaż na was mogę liczyć. Chodźcie tu - przytuliłam ich mocno i nie chciałam puścić.
- Ej przecież mieliśmy sprzątać.
- No to szybko.
Na szczęście zdążyliśmy posprzątać zanim moi rodzice przyszli.
- Co to ma znaczyć? Masz nam coś do powiedzenia?
- Nie wiem o co wam chodzi?
- O co nam chodzi? Czemu sąsiedzi musieli wezwać policję?
- No co urządziliśmy sobie małą imprezkę.
- Jeśli to była mała imprezka to ja jestem święta.
- Ojeju o wszystko macie pretensje. Nie chce mi się z wami gadać, spadam stąd. Chodźcie idziemy na górę, do mnie do pokoju.
- Alice jeszcze jedno, idziemy z przyjaciółmi na imprezę z przyjaciółmi. Tylko, żeby nikt już nie musiał wzywać policji!
- Dobra idźcie już! - skierowałam się do przyjaciół - Dobrze że wychodzą.
- Może rozpakujemy twoje prezenty? - zaproponowała Louise.
- Dobra, ale ja otwieram.
- Spoko.
Zaczęliśmy przenosić prezenty do mnie do pokoju. Wzięłam do ręki pięknie zapakowany w papier z kotkiem, skromny prezent. Otworzyłam go i... zaczęłam krzyczeć.
- Bandamki, wszystkie kolory, ale super!
Ucieszyło mnie to, bo kocham bandamki. Zawsze chciałam je mieć, ale nie miałam pieniędzy. Otwierałam wszystkie prezenty po kolei, dostałam min.
- Jaki tu burdel, trzeba tu szybko posprzątać. - Wszędzie był popiół po papierosach, rozbite butelki po piwie i szampanie. - To jakiś skandal!
- Pomorzem tobie jak chcesz?
- Chociaż na was mogę liczyć. Chodźcie tu - przytuliłam ich mocno i nie chciałam puścić.
- Ej przecież mieliśmy sprzątać.
- No to szybko.
Na szczęście zdążyliśmy posprzątać zanim moi rodzice przyszli.
- Co to ma znaczyć? Masz nam coś do powiedzenia?
- Nie wiem o co wam chodzi?
- O co nam chodzi? Czemu sąsiedzi musieli wezwać policję?
- No co urządziliśmy sobie małą imprezkę.
- Jeśli to była mała imprezka to ja jestem święta.
- Ojeju o wszystko macie pretensje. Nie chce mi się z wami gadać, spadam stąd. Chodźcie idziemy na górę, do mnie do pokoju.
- Alice jeszcze jedno, idziemy z przyjaciółmi na imprezę z przyjaciółmi. Tylko, żeby nikt już nie musiał wzywać policji!
- Dobra idźcie już! - skierowałam się do przyjaciół - Dobrze że wychodzą.
- Może rozpakujemy twoje prezenty? - zaproponowała Louise.
- Dobra, ale ja otwieram.
- Spoko.
Zaczęliśmy przenosić prezenty do mnie do pokoju. Wzięłam do ręki pięknie zapakowany w papier z kotkiem, skromny prezent. Otworzyłam go i... zaczęłam krzyczeć.
- Bandamki, wszystkie kolory, ale super!
Ucieszyło mnie to, bo kocham bandamki. Zawsze chciałam je mieć, ale nie miałam pieniędzy. Otwierałam wszystkie prezenty po kolei, dostałam min.
- Baseballówkę (czarno-białą)
- Naszyjnik z sową
- Czapkę skateówkę (niebieską)
- i parę innych mniej ważnych rzeczy.
- Nie możecie zostać na noc???
- W sumie to nie jest taki zły pomysł.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)